W niedziele i święta:

  • 1000, 1215

W środy, soboty i pierwsze piątki miesiąca:

  • czas letni: 1900 (1830 adoracja Najświętszego Sakramentu)
  • czas zimowy 1800 (1730 adoracja Najświętszego Sakramentu)

 

Słońca w sercu i na niebie :)

Adres:
ul. św. Augustyna 7
84-250 Nadole
tel. 500 895 546 KANCELARIA po Mszy Św. lub telefonicznie

e-mail: swaugustynnadole@gmail.com

Numer konta:
14 1160 2202 0000 0000 7822 8530

18 stycznia 2018

Szkoła w Gniewinie

Dzień otwarty

Na polu, na którym rosła pszenica, prawie wszystkie kłosy wygięte były w stronę ziemi. Zaledwie niektóre z nich miały proste łodygi i wyniosłe przypatrywały się niebu, przechodniom i swoim kolegom,

–       To my jesteśmy najlepsze – chełpiły się. – Nie uginamy naszych karków jak niewolnicy i można śmiało o nas powiedzieć, że wynosimy się ponad przeciętność i nad wszystkim panujemy! Ale wiatr, który zna życie lepiej niż ktokolwiek inny, uśmiechnął się złośliwie i powiedział:

–       Wiecie, dlaczego stoją tak prosto... Ponieważ są puste! (Bruno Ferrero, Czy jest tam ktoś?, s. 60, Warszawa 2001).

Każdy chyba lubi święta. Każde święta – te kościelne: Bożego Narodzenia, Wielkanocne, ale i te państwowe: Święto Narodowe Trzeciego Maja, czy Narodowe Święto Niepodległości. Każdy chyba lubi święta, bo mamy wtedy wolne od pracy, czy szkoły. Da się wyczuć podniosły nastrój, są dekoracje, lepsze jedzenie, śpiewamy uroczyste, napisane specjalnie na te okazje pieśni... Każdy chyba lubi święta, a ich zasadniczą wadą jest to, że się kończą i to kończą szybciej, niż tego byśmy chcieli. Jak mówi powiedzenie: święta, święta i... po świętach.

Otóż, nie tak dawno zakończył się okres Bożego Narodzenia. Jeszcze wprawdzie świeci się choinka i podziwiamy szopkę, ale zielony kolor ornatów przypomina nam, że wkroczyliśmy w okres zwykły roku liturgicznego. Okres zwykły. Szary. Powszedni.

I ktoś może się zasmucić i powiedzieć: oby do świąt! Oby do następnych uroczystych dni. Trzeba przetrwać jakoś ten nudny czas i oby do wielkanocnej, świątecznej radości! Oby do świąt, kiedy to coś radosnego i podniosłego się w naszym życiu znów wydarzy.

Nic bardziej mylnego! Nic bardziej mylnego. Otóż zwyczajność, szarość, powszedniość ma w naszej wierze wielkie znaczenie i odgrywa w chrześcijaństwie doniosłą rolę.

Spójrzmy najpierw w kierunku Maryi: czyż nie była Ona zwyczajną kobietą? Czyż większość Jej życia nie była prostą, szarą, zwyczajną historią? Nic nie wiemy o Jej narodzinach i dzieciństwie: ani nie znamy daty, ani miejsca narodzin Maryi, nie znamy Jej rodziców: ich imiona dotarły do nas nie przez Pismo Święte, ale niepewną drogą apokryfów. Niewiele wiemy o Jej życiu, bowiem było ono tak bardzo zwyczajne, że nikomu nie chciało się go zapisywać, ani o nim opowiadać. Przecież do czasu zwiastowania życie Maryi nie odróżniało się wcale od losu milionów innych kobiet. Życie Maryi w większości było bardzo zwyczajne i prawie nic o nim nie wiemy.

A przecież od Niej zależało w historii zbawienia tak wiele! To ona zgodziła się na to, aby być matką Boga, to ona urodziła nam Chrystusa, to Ona prosiła o cud w Kanie Galilejskiej, to Ona stała pod krzyżem i przybrała nas za swoje dzieci. Jakże wiele od niej zależało! Jak wiele zależy i dziś!

Maryja dojrzewała i wzrastała do wielkości, do podjęcia się tych wielkich zadań przez zwykłe, szare życie. Bóg to sprawił, aby pokazać nam, że tak bardzo w jego oczach liczy się prostota i zwyczajność. Bowiem dla Boga zwyczajność ma znaczenie. Ma wielkie znaczenie.

A zwyczajność w dzisiejszej Ewangelii. Czyż powołanie Apostołów nie miało miejsca w zwykłym, roboczym dniu? „Pan Jezus zobaczył Szymona, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami”. A nieco dalej, „[Jezus] ujrzał Jakuba i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci”. Powołał ich Pan na „rybaków ludzi” i był to najważniejszy dzień w ich życiu. Powołał ich Jezus w zwyczajny dzień, dzień pracy. Wcale nie było to święto. Widzimy wyraźnie, że Bóg działa, kiedy chce i święto wcale nie jest Mu potrzebne! Widzimy wyraźnie, że dla Boga zwyczajność ma znaczenie. Ma wielkie znaczenie.

Wielcy i mali

Podobnie i dziś zwyczajność ma w Kościele swoje miejsce. Kościół jest wielką wspólnotą. Należą do niej ludzie wielcy, wybitni i mali, zwyczajni. Mądrzy i mało rozgarnięci. I jedni i drudzy mają w Kościele swoje miejsce i zadanie do wykonania. Kościół ubogaca się przez wielkich i małych. Kościół nie gardzi nikim. Każdy dla wspólnoty Kościoła jest cenny. Bez wyjątku! Do świętych Kościół zaliczył i św. Tomasza z Akwinu, jednego z najznakomitszych myślicieli w dziejach świata i św. siostrę Faustynę, która miała kłopoty z pisaniem w ojczystym języku. Ale obydwie te postacie służą dziś nam pomocą i wskazówką w drodze do nieba. Dla Boga zwyczajność ma znaczenie. Ma wielkie znaczenie.

W okresie zwykłym roku liturgicznego nie obchodzi się żadnej szczególnej tajemnicy Chrystusa. Ot, po prostu poznajemy naukę i życie Zbawiciela. Ale wcale nie znaczy to, że w okresie zwykłym, w dzień powszedni, nie ma okazji do tego, aby przeżyć coś religijnego, wewnętrznego. Nie oznacza wcale, że nie ma okazji do tego, aby poruszyła się nasza dusza. Nie oznacza wcale, że brak okazji do tego, aby zbliżyć się do Boga, aby może nawet się... nawrócić.

Przecież i dziś, a mamy 3. niedzielę zwykłą, Kościół woła: „Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Nie trzeba, nie wolno nawet czekać na Wieki Post, czy na święta. Przecież spowiedź jest codziennie, nawet w najbardziej zwyczajny dzień. Przecież Msza Święta jest odprawiana codziennie. Przecież Bóg czeka na nas i naszą modlitwę w każdej chwili, a nie tylko w święta.

Nie czekajmy więc na święta. I w zwykłym dniu może także dokonać się coś wielkiego. Dla Pana Boga zwyczajność ma znaczenie. Nie zmarnujmy tych zwykłych dni, które są przed nami.

Kiedy Jan Vianney, przyszły Proboszcz z Ars, był jeszcze młodzieńcem, miał nieprawdopodobne trudności w szkole. Nie mógł zrozumieć nawet najprostszych rzeczy. Przełożeni seminarium wielokrotnie odprawiali go do domu. Ale chłopiec wciąż z uporem powracał. Miał już prawie 21 lat, a znajdował się jeszcze w jednej klasie z chłopcami, którzy mieli dziesięć lat mniej niż on.

Jeden z nich, jedenastoletni, starał się pomóc mu w nauce.

Jan Vianney był bardzo wdzięczny swojemu jedenastoletniemu nauczycielowi, ale trudności nie ustępowały: nie mógł niczego zrozumieć ani zapamiętać, gubił się i jąkał. Pewnego razu chłopiec skarżył się na niego innym szkolnym kolegom. Jan usłyszał to. Podniósł się ze swojej ławki, podszedł do niego, uklęknął i powiedział:

–       Przebacz mi, że jestem taki głupi.

(Bruno Ferrero, 365 krótkich opowiadań dla ducha, s. 185n, Warszawa 2009).

Może któryś lub któraś z was słyszy (usłyszy) w swoim sercu głos powołania. Jeśli pomyślicie wtedy, że to niemożliwe, żeby Pan Jezus powoływał was słabych... Przypomnijcie sobie postać świętego księdza Jana Vianneya i proście przez jego wstawiennictwo o siłę do odważnego pójścia za Panem Jezusem.

xg


Zdjęcia

Wakacyjnie

NAJDŁUŻSZE DNI

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
69 0.1441068649292