W niedziele i święta:

  • 1000, 1215

W środy, soboty i pierwsze piątki miesiąca:

  • czas letni: 1900 (1830 adoracja Najświętszego Sakramentu)
  • czas zimowy 1800 (1730 adoracja Najświętszego Sakramentu)

 

Serdecznie witam wśród nas wszystkich gości, którzy swój urlop spędzają w Nadolu. Życzę udanego pobytu i odpoczynku. Zapraszam do udziału w liturgii sprawowanej w naszym kościele.

Adres:
ul. św. Augustyna 7
84-250 Nadole
tel. 500 895 546 KANCELARIA po Mszy Św. lub telefonicznie

e-mail: swaugustynnadole@gmail.com

Numer konta:
14 1160 2202 0000 0000 7822 8530

10 lutego 2019

FERIE

„Zbliżała się Wielkanoc, pojechałem do domu. Przyjechałem w samej końcówce Wielkiego Postu, były jeszcze rekolekcje wielkopostne, ostatni dzień. Mama mówi:

       Synu, są rekolekcje, trzeba iść.

       Dobrze.

       Synu, trzeba byłoby do spowiedzi, bo wiesz, nasza wiara mówi, że raz, koło Wielkiej Nocy, trzeba iść, to są Święta Wielkanocne, pięknie trzeba je przeżyć, a co to są za święta bez spowiedzi!

       Mamuś, ty jesteś kochana, ale ja nikogo nie zamordowałem, nie zgwałciłem, nie okradłem. Ja nie mam grzechów!

       O, to pięknie! Jak wrócę do domu, wezmę twoje zdjęcie, oprawię w ramkę, powieszę na ścianie i będę się do ciebie modliła! Bo wiesz, jak ktoś nie ma żadnych grzechów, to jest święty, a przez świętego można się modlić do Pana Boga!

(...) W kościele było piękne kazanie. Wtedy jeszcze był taki styl, że ksiądz mocno grzmiał, krzyczał, straszył piekłem, ogniem i siarką. Zrobiło to na mnie wrażenie, nie na tyle jednak, oczywiście, żebym poszedł do spowiedzi. Wychodzimy, otwieram mamie drzwi auta, a ona mówi, że nie jedzie, bo postanowiła sobie, że jeśli ja nie pójdę do spowiedzi, to ona będzie zadośćczynić i pójdzie do domu na piechotę. Zdenerwowałem się:

       Czyś ty zgłupiała?! Absolutnie! Masz chore serce! To jest piętnaście kilometrów!!!

       Ja tak postanowiłam.

(...) Zły, jak nie wiem co, pomyślałem:

       Pójdę do tej spowiedzi, powiem byle co, żeby się mama odczepiła.

Księża już dawno na plebanii, proboszcz zamyka kościół, a ja go pytam, czy mógłby mnie jeszcze wyspowiadać. A on do mnie:

       To wy nie wiecie, kiedy się trzeba spowiadać?! Rekolekcjoniści czekają tam na kolację, a ty (...)?! – Dobrze, chodź!

Otworzył znów kościół usiadł w konfesjonale, ja ukląkłem i recytuję:

       Ostatni raz u spowiedzi świętej byłem osiem lat temu... – urwałem i czekam (...) Po takim początku spodziewałem się: «Ty gnojku jeden, to coś ty robił, gdzieś ty chodził!» – ale niczego takiego nie usłyszałem. Więc mówię dalej, że do kościoła nie chodziłem w ogóle. (...) Wymęczyłem jakoś te grzechy, które pamiętałem, może cztery minuty mi to zajęło, zamilkłem i czekam. A ten mówi mi na to:

       Za pokutę odmów sobie teraz różaniec! – i słyszę pukanie.

I poszedł. Ja jeszcze nie zdążyłem się przeżegnać, a jego już w konfesjonale nie było! Śpieszyło mu się. Rozglądam się za nim, a on już przy drzwiach, czeka, żeby zamknąć. Jaki ja byłem zły! Mówię sobie:

       To ma być spowiedź?? Jak on mnie tak potraktował, to nie ma dla mnie miejsca w Kościele!

Z takim nastawieniem przechodziłem przez bramę kościoła. I jak wsiadłem do samochodu, to już wszyscy wiedzieli, że ja rzeczywiście byłem u spowiedzi. Buźka uśmiechnięta, nagle radość – i sam się sobie dziwiłem, co się stało przez te siedemdziesiąt metrów, że mnie to wszystko odpuściło. Jadąc w samochodzie, myślałem sobie:

       Niewiele wiem, ale jedno wiem na pewno: muszę być na rezurekcji!

Mama była zdziwiona, że chcę, ale pojechaliśmy. Ciągnęło mnie do kościoła. Mały, drewniany kościółek, ludzi dużo (...).

Stoję, patrzę na ludzi, przy grobie Pana Jezusa stała straż (...). Ale tak naprawdę zrozumiałem, co się dzieje, dopiero kiedy Ewangelia zaczęła być czytana. Ewangelia o pustym grobie. Ja słuchałem i zacząłem to sobie wyobrażać. Widziałem ten grób, widziałem ten kamień, jak on jest odsunięty – i jak do tego grobu wpadają promienie słońca. I nagle to mi się skojarzyło z moim życiem, ze mną: że ja jestem tym gościem, który przez wszystkie te lata leżał w tym grobie. I właśnie po tej byle jakiej spowiedzi został usunięty kamień z grobu. I do tego mojego grobu zajrzało światło. I byłem TAK SZCZĘŚLIWY, TAK RADOSNY z tego powodu, że trudno to opisać.

Dopiero później uświadomiłem sobie, że to była taka moja mała góra Tabor, na której dotykałem żywego, przebóstwionego Chrystusa. I od tej pory ja już wiedziałem, że koniecznie muszę iść w tę stronę, że nie mogę już dłużej tak sobie stać z boku.

Powiedziałem Bogu:

       Panie Boże, jeśli to jest To, to znaczy, że zdaję maturę i idę na księdza!

Zacząłem chodzić do kościoła i chyba wtedy po raz pierwszy wziąłem się poważnie do czytania Pisma Świętego, od dechy do dechy, usiadłem i czytałem, od początku. I Pan Bóg dał mi zobaczyć piękne rzeczy, w Księdze Rodzaju, Wyjścia, ja zobaczyłem tam siebie – to, jak jestem tym Narodem Wybranym, tym, który odchodzi, przychodzi, oszukuje, okłamuje Pana Boga, kupczy z Nim – a Pan Bóg mnie wyprowadza z niewoli. Byłem pewien, że chcę być księdzem. Matura to miał być taki egzamin, dowód, że to jest TO” (K. Tyberski, S. Szefer, Mój brat morderca, Kraków 2017, s. 63–67).

xg


Zdjęcia

ŚWIĘTO w NADOLU

DOMOWY KOŚCIÓŁ

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
70 0.20005297660828