W niedziele i święta: 1000 oraz 1215

W poniedziałki, wtorki, czwartki i soboy: 900

W środy i piątki: 1800

W soboty (Msza święta z Niedzieli): 1800(w Kościele Parafialnym w Żarnowcu)

Godziny Mszy św. mogą ulec zmianie. Informacje na bieżąco umieszczane są w zakładce: Intencje mszalne.

KANCELARIA: czynna po każdej Mszy świętej.

18.09 - Św. Stanisława Kostki - patrona młodzieży uczącej się oraz patrona Polski.

W tygodniu 20 - 27 września zmianie ulegnie grafik Mszy świętych (więcej w zakładce -> Intencje Mszalne)

"Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu." - św. Augustyn

Zapraszam do współtworzenia strony int. Kościoła w Nadolu. Chętne osoby proszę o kontakt: kosciol-nadole@wp.pl 

 

 

 

25 marca 2021 r. Arcybiskup Tadeusz Wojda kanonicznie objął Archidiecezję Gdańską.

Rozpoczęliśmy w tym dniu również ROK RODZINY.


Od niedzieli 21 lutego 2021 roku Ks. Arkadiusz Warszyński został mianowany nowym Proboszczem w naszej parafii pw. Zwiastowania Pana w Żarnowcu.


12 lutego pożegnaliśmy naszego Ks. Proboszcza K. Stachowskiego. Został pochowany na cmentarzu przykościelnym w Żarnowcu. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...

 

Adres:
ul. Św. Augustyna 7
84-250 Nadole
tel. 726 020 558 - KANCELARIA

e-mail: ---

Przygotowanie do uroczystości beatyfikacji Prymasa Stefana Wyszyńskiego 6 -11 września 2021

6-11 września 2021 r.

 

„Ten zwycięża, kto miłuje!”

 

Przygotowanie do uroczystości beatyfikacji

Prymasa Stefana Wyszyńskiego

6-11 września 2021 r.

 

 

Źródło: Zdzisław Kijas, Wyszyński. 40 spojrzeń, Kraków 2021

 

 

 

 

 

www.diecezja.gda.pl

 

 

Poniedziałek, 6 września

Przyjaźń

„Wy jesteście przyjaciółmi moimi...” – Prymas Wyszyński przywoływał ewangeliczny tekst, który opatrzył następującym komentarzem: „Nie sługa i pan, podwładny
i zwierzchnik, ale przyjaciele. Ta więź przyjaźni ma swoje wymiary, zabarwienie
i tonację. Przyjaźń odmienia nas wewnętrznie. Jest nie tylko zewnętrznym manifestowaniem bliskości czy serdeczności, ale więzią wewnętrzną. Dobrze wyraża to polskie słowo «przyjaźń». Znaczy ono tyle, co «jaźń przy jaźni» - być swoją jaźnią przy jaźni drugiego człowieka. Jest to jak gdyby spotkanie dwojga jaźni, ich wewnętrznej zawartości, która zawsze jest prawdą i miłością.

Nie ma przyjaźni tam, gdzie jest tylko podobieństwo poglądów, przekonań i tez. Jeśli przyjaźń pojmujemy jako zaślubiny prawdy z miłością, wtedy nasze stosunki z ludźmi stają się zupełnie inne. Taką przyjaźń można znaleźć u świętych: Joanny de Chantal
i Franciszka Salezego, u Teresy Wielkiej i Jana od Krzyża. Można by ją pewnie znaleźć u Franciszka i Klary - gdyby oni coś o sobie napisali - i w wielu innych wypadkach.

Oczywiście łatwe to nie jest. Mamy jednak wspaniały wzór przyjaźni w Miłości Ojca Niebieskiego i Jego Syna: «Jak mnie umiłował Ojciec i Ja was umiłowałem» (J 15,9). Dopiero tam, gdzie się spotykają miłujące intelekty może być mowa o przyjaźni.

Taka ma być dzisiaj i nasza postawa w świecie współczesnym, głodnym miłości
i przyjaźni. Chrystus wysłał swoich uczniów po dwóch przed sobą (Łk 10,1), aby mówili o jednym Chrystusie, który jest zarazem Słowem i Miłością. Sam Chrystus łączy ich i zespala. Ze wspólnego działania powstaje przyjaźń.

Może myślimy, że to wszystko jest dla nas za wzniosłe i za wysokie. Musimy jednak wspinać się w górę, aby światu zmęczonemu nadprodukcją słowa dać słowo
z miłością. I to nie tylko tym ludziom, do których pójdziemy, lecz i my wzajemnie mamy się nim obdzielać. Chrystus posłał swoich uczniów po dwu, aby nas nauczyć, że i my mamy czynić podobnie. «Nie może być miłości inaczej, jak między dwoma» - wyjaśnia św. Augustyn. Miłość musi się objawiać. Nie jest tylko pojęciem platonicznym, abstrakcyjnym, ale jest mocą, która zbliża ludzi do siebie".

Przyjaciel Boga i ludzi

3 marca 1981 r., trzy miesiące przed śmiercią, o godz. 8.00 w prywatnej kaplicy
w swojej rezydencji przy ulicy Miodowej Prymas przyjął grupę sióstr różnych zgromadzeń zakonnych i wygłosił krótką homilię. Dzielił się w niej głębią swojej wiary i życiowej mądrości. Mówił m.in.:

„Nieustannie w nas mówi Bóg: Bóg Ojciec, Bóg Syn, Bóg Duch, których my ciągle wzywamy. I On, Bóg w Trójcy, jest w nas. To jest nasze bogactwo, nasze «towarzystwo». Nigdy nie jesteśmy samotni. Starajmy się nawiązywać z Nim żywy kontakt, a zobaczymy, jak w promieniach Bożej miłości rozwiązują się wszystkie trudności osobiste”.

Wyszyński przypominał prawdę, o której pisał dziesięć lat wcześniej. Mówił wówczas, że „Chrystus nazwał nas przyjaciółmi swoimi. Nie jest to tylko relacja między każdym człowiekiem a Chrystusem: Ty jesteś przyjacielem Chrystusa i ty, i ty - każdy z osobna. Jest to także wzajemna relacja między nami wszystkimi. Wszyscy wiążemy się przyjaźnią. Dopiero wtedy można apostołować i wtedy uda się «Społeczna Krucjata Miłości»”.

Prymas ogłosił Krucjatę 8 lutego 1967 r. - miesiąc po zakończeniu obchodów milenium chrztu Polski. Apelował w niej o bycie dobrym w relacjach międzyludzkich i bycie solidnym w pracy.

1. Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w Nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, Twojego brata.

2. Myśl dobrze o wszystkich - nie myśl źle o nikim. Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego.

3. Mów zawsze życzliwie o drugich - nie mów źle o bliźnich. Napraw krzywdę wyrządzoną słowem. Nie czyń rozdźwięku między ludźmi.

4. Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj. Nie rób przykrości. Nie wyciskaj łez. Uspokajaj i okazuj dobroć.

5. Przebaczaj wszystko wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągaj rękę do zgody.

6. Działaj zawsze na korzyść bliźniego. Czyń dobrze każdemu, jakbyś pragnął, aby Tobie czyniono. Nie myśl o tym, co Tobie jest ktoś winien, ale co Ty jesteś winien innemu.

7. Czynnie współpracuj w cierpieniu. Chętnie spiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.

8. Pracuj rzetelnie, bo z owoców Twej pracy korzystają inni, jak ty korzystasz z pracy drugich.

9. Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.

10. Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.

Mówi się, że przyjaciel ma oczy, które patrzą z miłością, oraz uszy, które wsłuchują się z uwagą w to, co dzieje się we wnętrzu przyjaciela. Wyszyński, wierny przyjaźniom, które nawiązywał, znajdował w wielu ludziach dusze „braterskie”
i „siostrzane”, dzieląc się z nimi swoimi trudnościami i radościami, rozpalając w nich ogień gorliwości i nadziei, ufności w zwycięstwo dobra nad złem. Żył w głębokim przekonaniu, że „nie jesteśmy sami. Z miłością i przyjaźnią mamy iść do innych”.


 

Wtorek, 7 września

Praca i modlitwa

Biografów uderza pracowitość i systematyczność |prymasa Wyszyńskiego. Wszyscy zgodnie przyznają, że chociaż nic nie przychodziło mu łatwo, we wszystkim, co robił, odnosił sukces. Do wszystkiego musiał przygotowywać się długo i solidnie. Wszystko wymagało od niego pracy, wysiłku, wyrzeczeń, cierpliwości, ale w zamian to, co osiągnął, umiał cenić i szanować. Jego seminaryjny kolega, Henryk Ryszewski, który później wystąpił z seminarium i stał się informatorem SB, podawał następującą charakterystykę Wyszyńskiego:

„Był niesłychanie pracowitym, w nauce ambitny i zapamiętały. Może dlatego, że wiele rzeczy zdobywał z trudem (np. nie miał zdolności językowych). Przysłowiowym „kowalem” jednak nie był. Po ojcu nie odziedziczył ani muzykalności, ani głosu i do chóru kleryckiego nie należał. Znam go jako dobrego kolegę. Krzywdy nie robił, donosicielstwem, które w szczególny sposób kwitło w seminarium, brzydził się. Lubił się pośmiać, pożartować z kolegami i z kolegów, ale czynił to w ich obecności, nie dopuszczał nadużyć. Nie powiem, że lgnął do szerszego koleżeństwa. Już
w seminarium zdradzał się jako samotnik w pracy i w walce”.

Praca była w pewnym stopniu jakimś rodzajem codzienności Prymasa, jego oddechem, przestrzenią jego życia. (…) Niezależnie od tego, co działo się wokół, jakie szalały burze historii, on „robił swoje" wytrwale, systematycznie, bez większego hałasu... Pisał listy, udzielał rad, przygotowywał programy duszpasterskie, realizował podjęte prace. I chociaż nie zawsze był pewny, czy będzie mu dane zbierać owoce swojego duszpasterskiego zasiewu, nie przestawał jednak pracować. Zachowywał się niczym rolnik, który sieje słowo Boże, wierząc, że stanie się ono chlebem w sercach ludzkich. „Praca - jest jednym ze środków naszego postępu duchowego. Ma ona być tak wykonywana, by w jej nie tylko w znaczeniu sprawności fizycznych, ale
i moralnych. O prawdzie tej niemal zupełnie się nie pamięta dziś. Zwyciężył w nas wszystkich mit zapłaty za pracę, dniówki, akordu, pensji, honorarium. Człowiek jest zagubiony w pogoni za zarobkiem, popędzany «obowiązkiem», pojmowanym nieraz jako poczucie zewnętrznej potrzeby, a nie moralnej oceny. Stajemy się niewolnikami rzeczy. Udoskonalanie dzieła tak nas pochłania i zniewala, że nadmiar pracy zwalnia nas właściwie z obowiązku oddziaływania na własną duszę”.

Modlitwa była dla niego również pracą

Na równi z pracą szła u Wyszyńskiego modlitwa. On modlił się pracą. Logika jego myślenia była nad wyraz prosta i zarazem niezwykle ewangeliczna, uważał bowiem, że skoro pracując, człowiek współpracuje z Bogiem w stwórczym dziele, wchodzi
w działanie Boga, coraz lepiej poznaje Jego dzieła i tym samym pomnaża w sobie Bożą miłość, to praca ma w sobie coś z modlitwy - nawet więcej: sama staje się modlitwą. Oto więc modlitwa i praca łączą się, dokonują mistycznych wręcz zaślubin. „Praca i modlitwa nie są więc sobie obce nawet w swym punkcie wyjściowym”.

Dzień przed aresztowaniem, 25 września 1953 r., gdy po wieczornym nabożeństwie Prymas został zatrzymany przez studentów i kobiety zaniepokojone o jego los, powiedział krótko: „Mówcie różaniec. Znacie obraz Michała Anioła - Sąd Ostateczny. Anioł wyciąga z przepaści na różańcu. Mówcie za mnie różaniec”.

Modlitwa żywa, ciągła, niekiedy nad wyraz zwyczajna, nierzadko tradycyjna różańcowa, była dla Wyszyńskiego bardzo ważna, właściwie najważniejsza. Była dla niego źródłem życia duchowego, ale również niewyczerpanym źródłem nadziei
i ufności, których bardzo potrzebował, biorąc pod uwagę urząd, który pełna, i czasy,
w których dane mu było żyć. Modlitwa była również źródłem jego radości, siłą do przyjaźni, źródłem łaski do przebaczania.

Po wielu latach Prymas wspominał, co powiedział przed wojną pewnemu garbarzowi z Chrześcijańskich Związków Zawodowych. Kiedy zobaczył, że ten bardzo się zamartwiał tym, że trudno mu iść do kościoła, bo wszyscy się od niego odsuwają, gdyż nie jest w stanie się domyć, Prymas odpowiedział: „Bracie, to módl się tą pracą, którą wykonujesz. Ona też jest współudziałem z Bogiem, jest wykonywaniem przykazania Bożego: «Czyńcie sobie ziemię poddaną». Już ta twoja praca, ofiarowana Bogu, może być i modlitwą, bo jest wypełnieniem planu Bożego, myśli Bożej. I mój kochany garbarz, chłopisko wielkie […] pocieszył się. Mówił: teraz jak garbuję skórę w garbarni - rzeczywiście warsztat był urządzony pod psem - już się nie smucę, bo wiem, że moja praca jest modlitwą".

Siostra Maria Leonia Graczyk ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi, współwięźniarka prymasa Wyszyńskiego, dawała takie oto świadectwo o jego modlitwie: „W Stoczku nauczyłam się od Ojca modlitwy bez brewiarza, modlitwy bezpośredniej, jak gdyby obcowania bezpośrednio z Bogiem. Tak jakby człowiek stał przed Nim i mówił do Niego”.

 

 

 

 


 

Środa, 8 września – Narodziny NMP

Być wolnym człowiekiem i sługą Maryi

Trudno zrozumieć człowieka, który bez zewnętrznego przymusu rezygnuje
z wolności, a nawet więcej - dobrowolnie oddaje się w niewolę drugiemu! A tak właśnie postąpił Prymas. Trudność staje się mniejsza, kiedy na taki gest decyduje się człowiek świadomie i dobrowolnie, kiedy oddaje swoje prawa, swoją godność, swój czas i swoją przyszłość w ręce kogoś szlachetniejszego, mądrzejszego od siebie, lepszego, wolnego od egoizmu. Dla Prymasa kimś takim była Maryja, bezinteresowna i pełna troski o nas, stąd ochoczo i z radością oddawał się w „Jej słodką niewolę”.

Prawdziwa wolność wymaga dojrzałości i odpowiedzialności, inaczej staje się zniewoleniem. Tylko człowiek dojrzały i odpowiedzialny może dobrowolnie
z wolności zrezygnować. Z tego powodu Prymas oddał się w „macierzyńską niewolę miłości” czy też - jak sam powtarzał - w „słodką niewolę" Matki. Zrobił to dlatego, że wiedział, iż wolności nie posiada się na stałe, nie jest ona dobrem wiecznym, ale czymś bardzo żywym, co - raz osiągnięte - trzeba ciągle na nowo zdobywać, oczyszczać, doskonalić, czego trzeba bronić. Ponieważ prawdziwie wolnym jest Bóg, stąd misją człowieka jest zbliżać się do Niego, aby posiąść tę wolność możliwie najpełniej i nią żyć. Tak postąpiła Maryja, stając się pokorną służebnicą Pana („Oto ja służebnica Pańska”) i zarazem Matką Zbawiciela. Odtąd Prymas będzie prosił Maryję, aby była dla niego nauczycielką wolności i zarazem obrończynią, aby pomagała mu (wypraszała dla niego łaskę) być wewnętrznie wolnym.

Prymas wybrał „drogę maryjną" do wolności – zarówno osobistej, społecznej, jak
i kościelnej. Jego dobrowolne, świadome i odpowiedzialne oddanie się w „słodką niewolę” Maryi było równocześnie największym pozyskaniem wolności. Oczyszczał tym sposobem prawdziwą wolność z ludzkich ograniczeń, egoizmu, namiętności, uwarunkowań jawnych lub ukrytych. Odtąd wiedział, co jest najważniejsze i jedynie słuszne dla niego, kraju czy Kościoła. Wraz z wolności posiadł mądrość, nieodzowną do urzeczywistniania swoich zamiarów, które zawsze starał się podejmować
w całkowitej zgodzie z zamiarami Boga.


 

Wolność przepowiadania Boga

„Idzie o taką wolność mojego serca, aby go nie krępowała żadna krzywda doznania, żadna, choćby drobna przykrość mnie wyrządzona” - mówił Prymas. Zabiegał więc bardzo o ten rodzaj wolności, broniąc jej również w życiu Kościoła i ludzi. Nie pozwalał nikomu, nawet władzy, jej naruszać”.

4 czerwca 1953 r., w czasie procesji Bożego Ciała w Warszawie, Prymas wygłosił jedno ze swoich ważniejszych kazań. Stojąc przed frontem kościoła akademickiego św. Anny, mówił o tym, co było powodem zaostrzającego się konfliktu Kościoła z ówczesną władzą: mówił o wolności sumienia i próbie uzależnienia Kościoła od państwa przez obsadzanie stanowisk kościelnych duchownymi, którzy współpracowali z władzą. Wyszyński podkreślał, że najbardziej widoczną oznaką wolności sumienia są wolni kapłani. Kiedy natomiast próbuje się uzależnić kapłanów od władzy państwowej, gdy ,,kapłaństwo przestaje być wolne”, wówczas zagrożona jest wolność sumienia ludzi. Dlatego trudno jest mówić, że istnieje wolność sumienia tam, gdzie wbrew woli Kościoła kapłana zamienia się w urzędnika. Między kapłanem
a człowiekiem nikt stanąć nie może. Dlatego Kościół będzie bronić wolności kapłaństwa nawet za cenę krwi, bo „ta obrona oznacza obronę wolności sumienia”, obronę „głębin kultury ducha”.

Wyszyński kończył homilię słowami: „Nie wolno sięgać do ołtarza, nie wolno stawać między Chrystusem a kapłanem, nie wolno gwałcić sumienia kapłana, nie wolno stawać między biskupem a kapłanem. Uczymy, że należy oddać, co jest Cezara, Cezarowi, a co Bożego, Bogu. Ale gdy Cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: nie wolno!”. Obrona tej wolności miała wysoką cenę. 25 września 1953 r. Prymas został aresztowany i osadzony kolejno w Rywałdzie k. Grudziądza, Stoczku Warmińskim, Prudniku Śląskim i w Komańczy. W chwili aresztowania nie wiedział, jak dalej rozwinie się sytuacja. Mógł spodziewać się nawet śmierci. W więzieniu spędził trzy lata, do 26 października 1956 r. Cierpiał, ale wolności serca nie utracił. Została obroniona również rozmowa człowieka z Bogiem i Boga z człowiekiem. Nie było
w niej politycznych pośredników.


 

Akt osobistego poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Matko Boża, Niepokalana Maryjo! Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko, czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w macierzyńską niewolę miłości.

Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi Świętemu, którego jesteś Matką. Chcę odtąd wszystko czynić
z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twego Syna, i zawsze zwyciężasz. Spraw więc, Wspomożycielko Wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim. Amen.

Prymas kard. Stefan Wyszyński

 

 

 

Czwartek, 9 września

Prymas Wyszyński żył siłą płynącą z Eucharystii

Kardynał Wyszyński zostawił po sobie wiele pięknych tekstów na temat Eucharystii. Dają one świadectwo, czym dla niego była, jakie niosła korzyści duchowe i jaką przekazywała naukę. One też stają się dla nas materiałem pomocnym do odkrycia jej piękna i bogactwa. Wyszyński uczył, że Eucharystia jest najbardziej charakterystycznym sakramentem chrześcijaństwa. Jest sakramentem, który różni chrześcijaństwo od wszystkich innych religii, bowiem kiedy we wszelkich znanych nam dotąd religiach bóstwo wymagało od człowieka ofiary (z krwi ludzi czy zwierząt), w chrześcijaństwie odwrotnie - sam Bóg składa się na ofiarę; oddaje się człowiekowi, powierza mu się, stając się ofiarą przebłagalną. To coś wyjątkowego
i jedynego w swoim rodzaju. Eucharystia jest również sakramentem, który w sposób najbardziej wymowny wyraża szczodrość Bożej miłości. Chrystus składa siebie na ofiarę tylko po to, aby człowiek mógł cieszyć się życiem jeszcze lepszym, jeszcze doskonalszym, bardziej boskim. Bóg Ojciec posłał na świat swojego Syna nie tylko po to, aby naprawił krzywdy wyrządzone przez grzech, ale by podniósł człowieka do życia bardziej doskonałego, czyniąc go współuczestnikiem życia Bożego.

W sakramencie Eucharystii Chrystus komunikuje człowiekowi swoje boskie życie: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. Bierzcie i pijcie, to jest Krew moja!".

Chleb niebiański

Eucharystia jest chlebem niebiańskim spożywanym przez grzeszników, „który uzbraja ich do walki ze złem i wyzwala z otoki stwardniałej, w której potrafią skostnieć wszystkie uczucia ludzkie” - uczył Prymas. Jest ofiarą, ośrodkiem życia chrześcijańskiego. Przypomina nam, że odtąd przyjmujący ją nie żyją już dla siebie, ale dla Chrystusa, który za nich umarł i zmartwychwstał. Wynika stąd, że każda Eucharystia jest ofiarowaniem się Chrystusa i jednoczesnym ofiarowaniem się tych, którzy w niej uczestniczą. Jest ofiarą miłości, uobecnieniem męki Chrystusa i źródłem ufności w to, że również wierząc - mimo wielu przykrych doświadczeń - dochodzą do chwały dzięki mocy Bożej.

Nakaz dany przez Chrystusa, dotyczący sprawowania Eucharystii na Jego pamiątkę, dotyczący sprawowania Eucharystii na Jego pamiątkę, ukonkretnił się dopiero po Pięćdziesiątnicy, dzięki czemu Eucharystia jest sprawowana w mocy Ducha świętego. Lecz owa „moc” Ducha nie podważa w niczym zasadniczej roli Chrystusa. Wszak zapowiadając zesłanie Ducha Świętego, sam oznajmił: „On mnie uwielbi” (J 16,14). Duch Prawdy pomaga wierzącym zrozumieć wyjątkowość Eucharystii, jedynego sakramentu, w którym nie zostaje udzielona wyłącznie łaska Chrystusa, ale również jego obecność osobowa, z całym jego jako zmartwychwstałego Zbawiciela.

Eucharystia jest warunkiem życia

Uderzać muszą niewątpliwie mocne słowa Jezusa: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeżeli nie będziecie spożywać ciała Syna człowieczego, nie będziecie pić Jego krwi, nie będzie mieć życia” (J 6,53). Oto więc Eucharystia nie zostaje ukazana jako wzbogacenie życia, które już się posiada, ale - przeciwnie - zostaje przedstawiona jako warunek życia, życie zależy od niej, jest niejako w jej rękach, do jej dyspozycji.

Oczywiście chodzi o życie wieczne, czyli o życie duchowe, które się nie kończy, ale trwa. Mówi Jezus: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,54-56). Jezus nie mówi w czasie przyszłym, że „będzie mieć życie wieczne”, ale w czasie teraźniejszym „ma życie wieczne”. Zmartwychwstanie ciała, jakie będzie miało miejsce w dniu ostatnim, będzie początkiem życia wiecznego. „Mieć życie wieczne” oznacza zatem posiadać w pełni to, co Bóg przygotował dla nas od założenia świata i co stanowi istotę życia doczesnego i wiecznego.

Prymas wierzył głęboko, że Eucharystia nadaje wartość i sens codziennym wyborom. W kazaniu podczas Mszy świętej sprawowanej w Choszczówce 19 stycznia 1972 r. mówił, że „Eucharystia jest szkołą uczenia się składania ofiary z samego siebie każdego dnia. Jest źródłem, z którego człowiek może czerpać natchnienie i moc do każdej ofiary, włącznie z oddaniem własnego życia, do gotowości poświęcenia się dla innych, umiejętnego wychodzenia z siebie, aby mądrze służyć braciom, w których widzi się cierpiącego Chrystusa. Przez to - uczył Wyszyński - wzrasta w wierzących człowiek Boży, wolny od zapatrzenia się w siebie, od samolubstwa, egoizmu
i kręcenia się wokół swojej osoby”.

Eucharystia buduje wspólnotę

Dwa razy pojawiają się na ustach Chrystusa słowa: „Ja jestem chlebem życia” (J 6,35.48) i po raz trzeci w formie: „Ja jestem chlebem żywym” (J 6,51). Nigdy wcześniej chleb, którego celem było posilenie człowieka, nie był utożsamiony
z osobą; tymczasem Jezus świadomie podkreśla takie utożsamienie. Ponadto określa ów „chleb” chlebem życia, różniącym się od wszystkich innych chlebów. Jezus mówi: „Ja jestem światłem świata” (J 8,12), „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Eucharystia nie została ustanowiona wyłącznie dla dobra pojedynczego wierzącego, który bierze udział w uczcie eucharystycznej, spożywając ciało i pijąc krew Chrystusa. Jej celem jest rozwój życia w całej wspólnocie chrześcijańskiej i rozprzestrzenianie się tego życia na wszystkich ludzi. „Ofiara Mszy świętej jest ogniwem skupiającym nas wszystkich wokół jedynego, wieczystego, najwyższego Kapłana, Jezusa Chrystusa stającego w obliczu swego Ojca - pisał do kapłanów Wyszyński - On to «zawsze żyje, aby się wstawiać za nami» (Hbr 7,25). […] Eucharystia zespala przecież lud
z Kościołem i to w sposób najdoskonalszy, bo daje Ludowi Bożemu to, co Kościół ma w sobie istotnego, Chrystusa, przedłużającego swoje życie w Mistycznym Ciele. Wszystko, co stanowi całe życie Kościoła, całą jego moc i jedność, staje się w Eucharystii udziałem każdego członka Kościoła”.

Prymas mocno podkreślał wspólnotowy aspekt Eucharystii, jej wkład w budowanie
i umacnianie wspólnoty. Głosił, że Chrystus eucharystyczny żyje we wszystkich, którzy Go przyjmują, przez co wyrażają wspólnotę ze wszystkimi, w których jest obecny. Odtąd wszyscy są braćmi i siostrami, mając za Ojca tego samego Boga.

 

 


 

Piątek, 10 września

‚,Nie ma takiej krzywdy, której nie można by przebaczyć"

Umiejętność przebaczania jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech życia Prymasa. Jej źródłem jest miłość, która czyni człowieka mądrym i odważnym. Osobie skrzywdzonej udziela ona potrzebnej siły do zwycięstwa nad nienawiścią („oko za oko”) i do modlitwy za tych, którzy dopuścili się względem niej złych czynów.

Klasycznym przykładem jest tu reakcja na śmierć Bolesława Bieruta, który wydał nakaz aresztowania Prymasa. Kiedy Wyszyński dowiedział się, że Bierut nie żyje, natychmiast się za niego pomodlił. Z kolei w Zapiskach zanotował: „Pragnę modlić się o miłosierdzie Boże dla człowieka, który mnie skrzywdził. Jutro odprawię Mszę św. za zmarłego. Już teraz odpuszczam memu winowajcy, ufny, że sprawiedliwy Bóg znajdzie w tym życiu jaśniejsze czyny, które zjednają Boże Miłosierdzie”.

O Bierucie Prymas nie zapomniał do końca życia. Opowiada o tym ks. Andrzej Gałka, sędzia w procesie beatyfikacyjnym kardynała:

„Do dziś pamiętam, kiedy niedługo po święceniach miałem okazję być w prywatnej kaplicy Księdza Prymasa. Otworzył on swój pożółkły brewiarz, po czym wyjął z niego dwie kartki. Na jednej miał zapisane nazwiska wszystkich księży, którzy odeszli
z kapłaństwa. Powiedział, że każdego dnia modli się za nich. A na drugiej kartce było nazwisko Bolesława Bieruta. „Codziennie modlę się za niego, gdyż był to człowiek, który dokonał w życiu złych wyborów. Ale w gruncie rzeczy to nie był zły człowiek” - usłyszałem. Byłem zaskoczony”.

Prymas modlił się za wszystkich swoich prześladowców: za „panów w ceracie”, którzy przyszli go aresztować, za tych, którzy pilnowali go w kolejnych miejscach odosobnienia. Do odprawianych Mszy świętych włączał intencje za wyrządzających krzywdę narodowi, za państwowe służby, które utrudniały obchody tysiąclecia chrztu Polski i uwięziły obraz Matki Bożej. Wierzył, że nie ma takiej krzywdy, której by nie można przebaczyć. Modlił się, aby „Bóg nie składał na jego głowę wszystkich zbrodni, które za jego rządów zostały w Polsce dokonane”.

 

Konieczność przebaczania

Prymas uważał, że „przebaczenie, o które zabiegamy u Boga - bo któż z nas nie potrzebuje przebaczenia i miłosierdzia?! - jest szkołą przebaczenia bliźnim naszym. Gdy zabiegamy o przebaczenie, musimy być gotowi przebaczać. Gdy oczekujemy miłosierdzia, musimy sami uczyć się miłosierdzia. Może właśnie miłosierdzie, doznane od Boga, daje nam sposobność zrozumieć sens, smak i znaczenie miłosierdzia. [...] Uraza, z którą chodzimy, jest samoudręką. Przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej. A przecież tym kluczem możemy otworzyć także i kajdany złości naszego brata. Ileż szczęścia od nas zależy! Większość konfliktów, które gnębią ludzi, zakończyłaby się zapewne zaraz, w pierwszym okresie sporu. Już niewielu tylko byłoby zmuszonych przyzywać na pomoc świadków i uciekać się do pomocy Kościoła. A więc - otwarta droga do pokoju społecznego! Moce odzyskane przez przebaczenie mogą służyć lepszej sprawie, zwłaszcza że upominając brata naszego - jak nas poucza św. Augustyn - mamy kierować się nie miłością własną, ale miłością do niego. [...] O! Jakże będę się starał nie stawiać granic mej wielkoduszności wobec nikogo! Częściej myśleć życzliwie o tych, którym trudno mi przebaczyć, o których dotąd myślałem źle, do których chowam uprzedzenie.

Wyszyński zachęcał - samego siebie i innych - do wytrwałej modlitwy za prześladowców która, choć niełatwa, jest konieczna, owocna i przynosi wiele radości: „Nam osobiście przynosi radość, a prześladowcom pożytek, bo ich wewnętrznie rozbraja i ostudza w zapale. Człowiek «nie-przyjazny» nie zdaje sobie sprawy, że jakiś nadprzyrodzony powiew został posłany w jego kierunku. Nie wie, dlaczego «złość do grobowej deski» nagle go opuściła. - Utopiłbym cię w łyżce wody! - Tymczasem woda w łyżce wyschła i nie ma w czym topić. Wyschła, bo ktoś ją osuszył swoją wielką miłością i modlitwą... Miłość wysuszyła wodę, a może wytrąciła z ręki łyżkę? Może ta sama łyżka, w której chcieliśmy kogoś topić, jeść nam podała...?”

Istnieje w Kościele Bożym wielka mądrość miłowania i moc modlitwy za prześladowców”.

Tymi optymistycznymi słowami kończył Prymas medytację o przebaczeniu. Pozostawało życie, które miało urzeczywistniać szlachetne słowa.

 

 

Sobota, 11 września

Piękno życia i wartość rodziny

Mimo wszelkiego rodzaju przeszkód ze strony administracji państwowej Kościół trwał wiernie na posterunku wiary, stając również w obronie życia. Dla Prymasa był to temat ważny, szczególnie w okresie powojennym. „Straszliwy obraz zniszczenia wojennego przygniata narody - pisał w liście pasterskim z 1947 r. - Wielu ludzi utraciło najbliższych, mienie, gniazda rodzinne, drogie majątki. Wielu zetknęło się ze śmiercią, wyrwało się niemal z jej objęć, wielu wyszło z piwnicznych lochów,
z bunkrów, gdzie byli żywcem zasypani. Wielu ludzi patrzyło na przedwcześnie zniszczoną młodość, zgwałconą czystość, sponiewierane młodzieńcze ideały”.

Dlatego, jakby na zasadzie kontrastu, Prymas podejmował temat życia. Pisał w tym samym liście: „Najwspanialszym dziełem Boga w porządku przyrodzonym jest człowiek. Stworzony na obraz i podobieństwo Boże, mało co mniejszy od aniołów, uwieńczony chwałą i czcią przez Stwórcę - człowiek staje między ziemią a niebem, jako król i władca ziemi i jako dziedzic niebios [...] Żyć to znaczy mieć otwarte drzwi całego świata, a nawet - bramy niebios”.

Bo „czyż życie nie jest hojnym darem uszczęśliwiającej miłości Bożej?” - pytał retorycznie Prymas w liście z 1947 r. „Czyż nie warto podjąć «smutek rodzenia», byleby tylko być uczestnikiem radości zbawienia?”

Niezwykłość daru życia

Temat trzeciego roku Wielkiej Nowenny Tysiąclecia nawiązywał do słów Ślubów Jasnogórskich, które brzmiały:

„Przyrzekamy strzec w każdej duszy polskiej daru łaski jako źródła Bożego życia. Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga. [...] Pragniemy stanąć na straży wszelkiego życia: duszy i ciała. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia”.

Życie, określane światłością ludzi, Prymas uważał za „największy dar Boga. Pisał
w komentarzu do Ślubów Jasnogórskich: „Cały świat woła głosem wielkim: chcę żyć. Rwie się ku życiu zamarzły potok i zeschła trawa, i nagie drzewo.

Rozpaczliwym głosem wołają wszystkie szpitale i kliniki: Pozwólcie nam żyć! Ratujcie moje życie! [...] To Bóg wiecznie żyjący, wszczepił w nas potężną wolę zachowania życia. Nie tylko opór psychiki ludzkiej broni życia. Sam Bóg przez Swe pozytywne prawo stanął na straży życia. Tak wielka jest wartość życia, że Ojciec Życia, Bóg Najwyższy zabezpieczył je w ustroju świata, w prawie przyrodzonym,
w instynkcie samozachowawczym, w Dekalogu, w kodeksach prawa wszystkich narodów, w głosie sumienia ludzkiego. Bo idzie przecież o wielkie dobro dla życia doczesnego ludzi. O wielkie dobro rodzin i narodów, o wielkie dobro dla życia nadprzyrodzonego”.

Kiedy Prymas mówił o wielkiej wartości życia, również życia nienarodzonych, kiedy przedstawiał je jako największe dobro każdego człowieka, dodawał, że „życie nienarodzonych to życie Bożych dzieci”. Uczył, że „to, co się z Boga narodziło, znajduje w Ojcu Wszechmogącym naturalną ochronę. Ta wielka rzesza zda się wołać: «Ojca mamy w niebie, który czuwa nad nami i który upomina się za nami. On to przemawia w naszej obronie do sumień i serc matek. On je pobudza do ofiar, do cierpliwości, do wyrzeczeń dla nas i do miłości ku nam». I my jesteśmy ludźmi. I my też wołamy: «Ojcze nasz, któryś jest w niebie!». Takie głosy nie mogą zamilknąć!”

„By zachować życie na ziemi, Bóg-Ojciec powołał do bytu społeczność rodzinną. Nadał jej trwałe więzy i osłonił Sakramentem Małżeństwa, tak by życie ludzkie było bezpieczne i uświęcone”.

Wielka wartość rodziny

Prymas Wyszyński, świadom trudnych warunków, w jakich żyły współczesne mu rodziny, chciał być blisko nich, służyć dobrym słowem, przypominać o ich powołaniu i o bliskości Boga. Zapraszał rodziny do ufności w Bożą pomoc, pogłębiania dobroci
i solidarności

Kiedy Prymas mówił o rodzinie lub rodzicach, jego Wspomnienia biegły do własnych rodziców, matki i ojca. Matkę stracił w 1910 r., mając zaledwie dziesięć lat. Zmarła
w trzydziestym trzecim roku życia, po urodzeniu najmłodszej córki. „Matka moja umierała prawie miesiąc. My - dzieci - siedząc w szkole, z lękiem nadsłuchiwaliśmy, czy nie biją dzwony kościelne. Dla nas był to znak, że matka już nie żyje” - mówił
w 1971 r. Nieco później pisał z kolei: „Całą  moją miłość przeniosłem z Matki na Matkę. Matka z Zuzeli jakoś przedziwnie pomogła mi do ułożenia należytego stosunku do Matki z Nazaretu. Dziś wiem, jestem w dłoniach Matki Chrystusowej, przy której stoi moja Matka, wysoka Dama, zawsze starannie ubrana i uczesana
w długiej, ciemnej sukni, patrząca uważnie na swojego syna, który ją podziwiał dziecinnymi oczyma. Jak bardzo mi pomogła moja Matka do zrozumienia i miłowania Matki Chrystusa. [...] I dziś myślę o niej tak spokojnie, bez żadnych wahań, wątpliwości, niepokojów, z przedziwną pewnością, że ona mi pomaga i nie opuści mnie, chociaż gdzieś bym się zawieruszył”.

Podobnie mocnej miłości doświadczał od swojego ojca, odwdzięczając mu się równie wielkim przywiązaniem. Pierwszy list, jaki władze komunistyczne pozwoliły mu wysłać ze Stoczka Warmińskiego, pierwszego miejsca uwięzienia, skierował właśnie do swojego ojca: „Najdroższy mój Ojcze! Skoro tylko otrzymałem wiadomość, że mogę wysłać list do Ciebie, Najdroższy mój Ojcze, wypełniam to, co serce pilno mi nakazuje. Pragnę bowiem, by z Twej duszy zniknął niepokój o mnie, abyś nie tracił sił na smutek i wątpliwości, byś natomiast pełnił to, co jest zadaniem Twego sędziwego wieku - modlitwę za Twego syna”.

Pisząc te słowa, Wyszyński był już po pięćdziesiątce, jego ojciec kończył natomiast siedemdziesiąty ósmy rok życia. Mimo tych lat ich relacja była nadal pełna ciepła, czułości, miłości. Wyszyński chciał, aby każde dziecko odnosiło się z wielkim szacunkiem do swoich rodziców i aby wszyscy rodzice na ziemi kochali swoje dzieci, jak on był kochany.

 

 

Źródło: Zdzisław Kijas, Wyszyński. 40 spojrzeń, Kraków 2021

Przyjaźń, s. 113-118

Praca i modlitwa, s. 131-136

Być wolnym człowiekiem i sługą Maryi, s. 219-224

Prymas Wyszyński żył siłą płynącą z Eucharystii, s. 261-265

„Nie ma takiej krzywdy, której nie można by przebaczyć", s. 161-166

Piękno życia i wartość rodziny, s.149-154

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Zdjęcia

Błogosławieństwo KRZYŻA przy ul. Kaszubskiej

Dzień Chleba i Miodu - DOŻYNKI GMINNE

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
132 0.086259841918945